Labirynt duchów

„Labirynt duchów”, powieść zamykająca bestsellerową tetralogię Cmentarz Zapomnianych Książek, przyjęta została entuzjastycznie. Autorowi zarzucano jedynie, że nie zapewni czytelnikom okazji do ponownych spotkań z rodziną Sempere. Co prawda część odbiorców krzywiła się nieco na wspomnienie pojawiających się czasem w „Labiryncie” plastycznych opisów tortur albo gęste słanie się trupa, innych troszkę niepokoił klimat powieści, ponoć bardziej ponury niż na kartach poprzedniczek cyklu. Finał usatysfakcjonował jednak wszystkich czytelników, nawet tych o delikatnym smaku. No, niemal wszystkich.

W „Labiryncie”, podobnie jak w poprzednich powieściach tetralogii („Cień wiatru”, „Gra anioła”, „Więzień nieba”), autor przenosi nas do Barcelony uciemiężonej despotycznymi rządami Franco. Również tym razem spotykamy księgarską rodzinę Sempere i jej przyjaciela Fermina, którzy grają pierwsze skrzypce u Zafóna. Tu jednak najważniejszą bohaterką okazuje się Alicja, tajna agentka, mająca za zadanie odnalezienie zaginionego ministra kultury.

Przyznam, że byłam mocno zaskoczona. Kobieta pierwszoplanową bohaterką na kartach Zafóna? W dodatku niezależna, piekielnie inteligentna, piękna i oczytana? Pamiętając pojawiające się we wcześniejszych książkach cyklu kobiety, zawsze na najdalszych planach, stojące w cieniach mężczyzn i bez mrugnięcia okiem poświęcające dla nich życie, czekałam na haczyk. Intuicja mnie nie zwiodła. Z bohaterki „Labiryntu”, opartego o schemat czarnego kryminału, autor z czasem na siłę stara się zrobić femme fatale, nieszczęśliwą z powodu nieposiadania męża i dzieci, uzależnioną od swojego szefa. Gdy tylko może, podkreśla czającą się w jej oczach pustkę, wspomina o zasiedlającym jej duszę mroku. Również losy Izabelli, matki Daniela, której przedwczesna śmierć doczekała się w „Labiryncie” ostatecznych wyjaśnień. To historia, która dobitnie pokazuje, co czeka kobietę pragnącą żyć inaczej niż nakazuje wizja konserwatywnego społeczeństwa. Oraz autora. Szkoda, bo obie miały szansę stać się wspaniale wykreowanymi postaciami, wielowymiarowymi i pełnokrwistymi.

Jak nietrudno się domyślić, losy rozwiązującej kryminalną zagadkę agentki splatają się z losami rodziny Sempere. Owa zagadka przyczynia się do rozwikłania tajemnic, z jakimi pozostawiały nas poprzednie tomy Cmentarza. Autor sprawnie łączy ze sobą pojawiające się w tetralogii wątki, bohaterów znanych z wcześniejszych powieści wprowadza w odpowiednim czasie, zawsze każąc im odegrać znaczącą rolę w dalszym rozwoju zgrabnie skonstruowanej fabuły. W jej tle kreśli malarskie opisy osnutej mgłą Barcelony, wodząc czytelnika po tajemniczych zaułkach, mrocznych kamienicach i brukowanych uliczkach.

„Labirynt duchów” udany finał tetralogii? 

Mnogość pojawiających się w powieści wątków i postaci nie nuży. Są na tyle ciekawe, że przez niemal 900 stron „Labiryntu” przebrnęłam lekko i szybko, od czasu do czasu przywołując w pamięci wcześniejsze powieści (autor w tym pomaga). W „Labiryncie”, którego bohaterką jest również literatura, pojawia się myśl, że liczy się nie tyle historia, jaka ma zostać opowiedziana, co sposób jej opowiedzenia. Wspominam o tym, gdyż mimo niewątpliwych technicznych walorów powieści, ciężko mi było wyzbyć się ogromnego dystansu do świata przedstawionego i przestać uśmiechać się ironicznie na myśl o tym, co w istocie leżało u źródła wszelkich intryg lub też śledząc poczynania książkowych bohaterów. Cóż, jeśli powieść w warstwie treściowej okaże się nazbyt naiwna, nie uratuje jej nawet najlepsza konstrukcja.

Rozczarował mnie również finał Cmentarza Zapomnianych Książek. Jak powiedział autor:  „Nie pozostaną żadne niejednoznaczne zakończenia, żadne drzwi do zamknięcia. Wszystkie tajemnice zostaną rozwiązane. Kiedy dobrniemy do końca, nie będzie żadnej wątpliwości ani możliwej interpretacji”. Niestety, autor postanowił wyprowadzić czytelnika z labiryntu, wiodąc go za rękę ku jedynemu słusznemu odbiorowi, nie pozostawiając miejsca na dokonanie samodzielnego odczytu i zamykając pole działania wyobraźni. Rozumiem jednak, że takie zakończenie wpisuje się w zamierzenie autora. „Labirynt duchów” wraz z mgłą spowija aura baśniowości. Książka jest niewątpliwie baśnią, by nie powiedzieć bajką, dla nieco większych dzieci. A wiemy jak, takie bajki się kończą…

1 KOMENTARZ

  1. Fajna recenzja, choć mam inną opinię nt. zakończenia; czasem takie prowadzenie za rękę może mieć swój sens i cel.
    Jaki…?
    To pozostawiam bez swojej interpretacji 🙂

Skomentuj

Skomentuj
Wprowadź swoje imię