stereotypy o Polakach

Nasi południowi sąsiedzi wciąż w świadomości dużej części społeczeństwa pozostają nieznani. Każdy coś słyszał o Pradze, każdy wie coś na temat czeskiego piwa lub knedlików. W gruncie rzeczy jednak, gdyby stanąć przed sobą w prawdzie i wymienić wszystko, co o Czechach czy Słowakach wiemy, wyjdzie tego znacznie mniej, niż możemy powiedzieć choćby o Niemcach czy Rosjanach.

Stereotyp Czecha w Polsce jest w miarę prosty i nieskomplikowany. Czech w naszych oczach jest gruby, ma w ręce piwo, pasjonuje się hokejem i niespecjalnie potrafi walczyć. O Słowakach nie wiemy zupełnie nic, więc z lenistwa nazwaliśmy ich po prostu „mniejszymi Czechami” i przypisujemy im te same cechy, co im. A jak to wygląda od drugiej strony?

Krętacz, handlarz, oszust?

Pierwszym, powiedziałbym podstawowym, stereotypem Polaka w Czechach i na Słowacji jest osoba- handlarz. Nie, nie taki w garniturze, prowadzący prężnie rozwijające się biznesy. Nie taki nawet, jak stereotyp Żyda- osoby będącej w stanie sprzedać wszystko, ale zrobi to z głową i zyskiem. Polak w oczach naszych południowych sąsiadów to najbardziej mierny handlarz tandetą. Nierozłącznie związany z bazarem i obskurnymi, blaszanymi barakami, gdzie można kupić wszystko. Wyobrażenie Polski jako jednego, wielkiego stadionu dziesięciolecia może bawić, ale był, jest i chyba jeszcze długi czas będzie żywym wyobrażeniem dla Czecha, który nie miał okazji w Polsce być. Oczywiście, taki Polak nie potrafi przeprowadzić transakcji uczciwie.

Jeśli mi ktoś nie wierzy, to przypominam sprawę reklamy T-mobile na rynek czeski sprzed paru lat. Ukazana jest tam „zabawna” przygoda z Polakiem-tandeciarzem, który łatwowiernemu Czechowi wciska stary telefon, który niszczy się zaraz po kupnie. Sprawa okazała się być bardzo poważna, zatoczyła kręgi o ambasadę i ostatecznie Polaków przeproszono, a reklamę wycofano. Niemniej jednak pewien niesmak pozostał jeszcze bardzo długi czas.

Drugi stereotyp, który wisi nad naszym krajem od ładnych paru lat, dotyczy mniej ludzi, a bardziej tego, co się w Polsce produkuje.

Jak powszechnie wiadomo, w ciągu ostatnich lat pojawiło się wiele afer związanych z jakością polskiej żywności, która trafiała na czeskie i słowackie rynki. Najbardziej jaskrawa była chyba ta związana z solą drogową, którą wysłaliśmy na południe jako sól spożywczą. Przykryło ją jednak wiele mniej medialnych wpadek, jak zepsute mięso czy zgniłe warzywa, trafiające na czeskie i słowackie półki jako świeże i godne polecenia. To sprawiło, że w bardzo szybkim czasie nasi sąsiedzi wyrobili sobie o nas bardzo niepochlebne zdanie. Zaczęli unikać polskich produktów, jak ognia. Efektem jest choćby upadek niemal wszystkich polskich sklepików przy granicy ze Słowacją, które z braku klientów ze słowackiej strony, którzy nakręcali interes, po prostu zbankrutowały.

Kiedyś rozmawiałem ze starszym Słowakiem, który wiózł do Polski studentkę mającą rozpocząć u nas studia w ramach programu Erasmus+. Wspominał, że rozmowę zdominowała obawa o polską żywność. Został zasypany pytaniami, gdzie je, gdzie kupuje podstawowe produkty i jak udało mu się, żyjąc w Polsce, nie umrzeć z głodu.

A może Polak to człowiek od zadań specjalnych, żyjący w czystym, rozwijającym się kraju?

Ale żeby nie było tak gorzko i czarno, warto powiedzieć także o tym, co się w nas Czechom czy Słowakom podoba. Takie opinie też są całkiem powszechne.

Najbardziej rzuca się w oczy stwierdzenie, że Polska to wielki kraj z wielkimi perspektywami. My przytomnie zauważylibyśmy, że istnieją przecież dokoła nas dużo większe kraje. Jednak dla 5.5 milionowej Słowacji kraj posiadający niemal siedem razy tyle obywateli musi robić wrażenie. Poza tym Czesi i Słowacy zgodni są co do tego, że Polacy są narodem „do zadań specjalnych”. Mieszkając u nich wielokrotnie słyszałem, że jeśli czegoś nie da się zrobić, to należy dać to do zrobienia Polakowi. Jemu z pewnością się uda. Notabene, wiąże się to także z pewnym kompleksem względem nas. Polega on na tym, że cokolwiek by się nie działo i jakkolwiek by się nie starano, ciężko jest wyjść z cienia Polski.

A gdyby porozmawiać ze starszym pokoleniem, można dowiedzieć się też innej rzeczy. Otóż nasi sąsiedzi są pod ogromnym wrażeniem tego, jak szybko Polska podniosła się po erze komunizmu. Wrażenie robi także to jak rozwinęła się gospodarczo i infrastrukturalnie. Chwali się nasze drogi, nowe autostrady i piękne budynki, powstające jak grzyby po deszczu w całym kraju.

Stereotypy stereotypami

To wszystko jednak tylko uproszczenia myślowe. Szufladki, które pomagają nam skategoryzować rzeczywistość. Gdybyście zatrzymali na ulicy przypadkowego przechodnia i zapytali go o nasz kraj, najczęściej usłyszelibyście odpowiedź, że to taki sam kraj, jak ich. Może trochę większy, może z troszkę innymi problemami, ale w gruncie rzeczy różniący się niewiele. Przez co powinniśmy trzymać się razem.

Skomentuj

Skomentuj
Wprowadź swoje imię