Lucyna Krzywik to kobieta o wielu pasjach – malarka, poetka, ekonomistka. Inspiracje do tworzenia czerpie z własnych podróży i obserwacji otaczającego ją świata. A nam zdradziła kilka szczegółów o monotypii – enigmatycznej technice nierozpoznawalnej wśród większości społeczeństwa.

Monotypia to słowo dziwnie brzmiące dla większości ludzi, a już na pewno zdecydowana większość nie potrafiłaby wskazać obrazu stworzonego w tej technice.
Może Pani powiedzieć o niej kilka słów ?

Monotypia jest techniką graficzną, umożliwiającą uzyskanie tylko jednej odbitki. Polega ona na rozprowadzeniu farby na dowolnej płaskiej powierzchni, a następnie odbiciu kompozycji na papierze. Do jej tworzenia można wykorzystać wiele kolorów lub zawęzić paletę barw do jednego – np. czerni. W mojej monotypii wykorzystuję papier, który wcześniej barwię kawą, herbatą, winem…

Dlaczego właśnie ta technika?

Wyrażam się w wielu technikach i lubię różnorodność. Zastosowany przeze mnie kolaż z monotypii daje wiele możliwości – wkomponowuję monotypię w rysowane formy, zestawiam różne typy linii, stosuję zróżnicowanie walorowe. O jego wyrazie decydują zmienność natężenia barwy, skróty myślowe i metafory, wreszcie kontrast motywu i tła..

Oglądając poszczególne obrazy z „Zakamarków czasu” czułam nostalgię. Czy takie właśnie emocje chciała Pani wywołać u odbiorcy?

Koncentrowałam się na tym, by zbudować przestrzeń i stworzyć nastrój, celowo ograniczając paletę barw. Stojąc przed tymi pracami można odnieść wrażenie, że obserwujemy stare pocztówki. Moim zamysłem był powrót w głąb siebie – retrospekcja wspomnień z dzieciństwa,  czasu dającego poczucie bezpieczeństwa, beztroski.

Skąd wziął się pomysł na tę wystawę?

Zostałam zaproszona przez SCEK do zaprezentowania swojej twórczości w technice monotypii i kolażu w Galerii Kazamaty. Z tą techniką zetknęłam się podczas studiów na ASP w Łodzi i już wtedy zafascynowała mnie ta metoda, dlatego, z tym większym entuzjazmem podeszłam do przygotowywania wystawy.

Dlaczego wystawa nosi tytuł „Zakamarki czasu”?

Ponieważ ta wystawa jest podróżą, której wymiar nadaje czas oraz różnorodność miejsc i sytuacji – tych z przeszłości, teraźniejszości, ale i przyszłości. Wystawa ma też swoje przesłanie – to próba zwrócenia uwagi na drobne momenty życia, bowiem zdolność ich przeżywania, „tu i teraz”, mają swoją wartość. Czasami, by odczuć radość wystarczy tylko zmienić perspektywę…

Jak wybierała Pani obrazy do wystawy? Czym kierowała się Pani przy selekcjonowaniu twórczości?

Chciałam nakłonić odbiorcę do zwrócenia uwagi na sprawy małe, na pozór błahe, które pozwolą dostrzec siłę drobnych gestów. Z nich właśnie zbudowałam przestrzeń i świat swoich wspomnień. Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszym, pędzącym świecie, w którym życie stawia nam kolejne wyzwania, coraz bardziej zatracamy zdolność spontanicznego odczuwania radości.

A w jaki sposób najbardziej lubi Pani malować?

Każda ze stosowanych przeze mnie technik jest mi bliska. Malarstwo, szczególnie ekspresjonizm abstrakcyjny, pozwala na swobodę gestu. To nieustanne poszukiwanie i odnajdywanie. Portret jest swoistym rodzajem zapisu emocji, interakcją między artystą a modelem. Rysunek zaś traktuję jako bezpośrednią odpowiedź na endogenną potrzebę dialogu – ołówek jest ze mną zawsze. Z kolei monotypia – wiąże się z pewną swobodą warsztatową, której jednocześnie towarzyszy doza niepewności – nigdy do końca nie jesteśmy pewni efektu końcowego. 

Czy potrafiłaby Pani wskazać jednego malarza, który jest Pani ulubionym artystą?

Mam sentyment do wielu twórców, jak i wielu epok. Cenię światłocień w obrazach Caravaggia i Rembrandta, przetaczającą się energię w pracach Van Gogha, symbolizm  Malczewskiego i Okunia, surrealistyczne wizje Dalego, melancholię okresu błękitnego Picassa, iluzje przestrzeni, wibracji i ruchu Vasareyego, muzykę kompozycji Kandinsky’ego, emocjonalny wydźwięk użycia koloru przez Rothko i wielu współczesnych.

Słyszałam, że na co dzień jest Pani związana z ekonomią. Jaka jest recepta na pogodzenie pracy zawodowej z pasją?

Te światy – zawodowy i artystyczny – z powodzeniem uzupełniają się. Nigdy nie umiałam ograniczyć się tylko do jednej dziedziny, tematyki czy stylu. Drzemią we mnie duże pokłady energii, a empatia i ciekawość życia sprawia, że znajduję czas na wszystko. Myślę, że „receptą” jest właśnie moja „wielozadaniowość”.

Skomentuj

Skomentuj
Wprowadź swoje imię