szacunek na drodze

Kilka, a nierzadko kilkanaście razy w roku jak bumerang powraca do nas temat bezpieczeństwa na drogach. Media piszą o tym i w kontekście zbliżających się większych świąt (jak święto zmarłych), czy nowych pomysłów na zaostrzenie przepisów. Bombardowani jesteśmy różnymi wykresami, tabelami, opiniami policjantów i samych kierowców. Jak pokazuje jednak rzeczywistość, mało kto sobie coś z tego robi. Pokazuje to zarówno statystyka, jak i własna obserwacja.

Wg statystyk Policji na rok 2016, w naszym kraju doszło do 33 664 wypadków, w których zginęło 3026 osób, a 40766 (!) zostało rannych. Jeśli komuś wydaje się to małą liczbą, jak na tak duży kraj, niech zwróci uwagę, jak wielkimi tragediami są różnego typu zamachy i katastrofy lotnicze czy kolejowe, w których ginie kilka-kilkadziesiąt osób. Potrafimy- i słusznie- ogłosić nawet żałobę narodową, jak choćby przy okazji katastrofy kolejowej pod Szczekocinami, w której zginęło 16 osób. Statystycznie rzecz biorąc, co weekend na drogach ginie w Polsce ponad 50 osób a ponad 750 odnosi obrażenia, nierzadko ciężkie i trwałe.

To nie prędkość nas zabija 

Od paru lat moja praca związana jest mniej lub bardziej z prowadzeniem pojazdów. Przez ten czas zauważyłem, że większość wypadków wcale nie bierze się z nadmiernej prędkości. I wbrew temu, co może niektórym się wydawać, to nie prędkość jest główną przyczyną wypadków. To jest tylko jeden z filarów, wcale nie najważniejszy. To, co w głównej mierze generuje kolizje i wypadki, a o czym coraz częściej i głośniej mówi Policja, to bezmyślność, brak wyobraźni, chęć zaimponowania współpasażerom. A takich kierowców można spotkać o każdej porze i w każdym miejscu.

Jak skręcam to włączam kierunek, a jak siadam za kółko to odkładam telefon

Chyba najczęściej spotykaną odmianą braku myślenia za kierownicą jest przekonanie, że każdy dokoła wie, w jakim kierunku zamierzamy jechać. Najbardziej trywialną konsekwencją takiego zachowania jest niekorzystanie z kierunkowskazów. Nieużywanie kierunkowskazów czy używanie ich w trakcie manewru połączone z nagłym hamowaniem powoduje naprawdę ogrom kłopotów. Nieraz wystarczy mieć samochód starszego typu, bądź poruszać się pojazdem z wieloma bagażami i kolizja gotowa. A sprawcą będzie, oczywiście, osoba jadąca z tyłu. Nagminna jest także sytuacja odwrotna – używanie kierunkowskazów bez zamiaru zmiany kierunku jazdy. Choć zasada ograniczonego zaufania jest zasadą nadrzędną, niekiedy po prostu musimy zaufać innemu kierowcy na tyle, że gdy ten jedzie z włączonym kierunkowskazem, to zamierza skręcić. A często, zafrasowany odpisywaniem na smsa, włączył go nieświadomie.

Warto tu powiedzieć jeszcze dwa zdania na temat powszechnego zjawiska, jakim jest korzystanie z telefonów podczas prowadzenia samochodu. O ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć rozmawianie z kimś przez telefon podczas jazdy – mamy spowolnioną reakcję, ale przynajmniej cały czas patrzymy na drogę. Jednak siedzenie z nosem w telefonie i tylko okazjonalne zerkanie na drogę to już otwarta prośba o nieszczęście. Przecież na jezdni wszystko dzieje się w ciągu ułamków sekund. Reakcja spóźniona o sekundę może kogoś kosztować zdrowie lub życie. Osoba, która pisze na Facebooku posta i kieruje jednocześnie samochodem, swoim zachowaniem, reakcjami i nerwowymi ruchami (jak choćby mimowolne zjeżdżanie z pasa) w zasadzie niczym nie różni się od osoby jadącej pod wpływem alkoholu. Tylko że pijanych kierowców potrafimy surowo karać, a korzystających z telefonu czeka, co najwyżej mandat i kilka punktów karnych.

Młody kierowca to zły kierowca? 

Chciałbym jeszcze na koniec wziąć pod obronę młodych kierowców, którzy stereotypowo traktowani są z góry jako osoby bez żadnego doświadczenia i wyobraźni, czego wynikiem jest generowanie największej liczby kolizji i wypadków. To prawda, że często przeceniają swoje siły i powodują zagrożenia, ale tego typu sytuacje, w podobnej skali (!), zdarzają się w każdym przedziale wiekowym. Poza tym młodzi mają coś, czego brakuje dużej ilości seniorów – pewność i zdecydowanie. Nawet decydując się na niebezpieczny manewr, zazwyczaj trzymają się decyzji do końca. A pewność za kierownicą jest niezwykle istotnym czynnikiem. Chyba każdy z nas przynajmniej raz w życiu jechał za seniorem, którego poruszanie się sprawiało wrażenie, jakby sam do końca nie wiedział, w którą stronę i w jaki sposób chce jechać. W mojej prywatnej ocenie tego typu jazda jest nie mniej niebezpieczna od brawury. I prędkość nie ma tu nic do rzeczy.

Szacunek na drodze

Tylko czy taka obrona ma sens, skoro my, kierowcy, nie potrafimy szanować samych siebie? Skoro wciąż punktem honoru jest dojechać do celu przed sąsiadem, wyprzedzić nowsze i szybsze auto. Z powodu głupot ryzykujemy zdrowiem i życiem nie tylko swoim, ale także pasażerów i innych uczestników ruchu. Nie każdy potrafiłby skoczyć na bungee, uważając, że ryzykowanie życia (przecież zawsze może pójść coś nie tak) dla kilku chwil adrenaliny jest głupie. Ci sami ludzie pół godziny później rozpędzają się do granic przed ostrymi zakrętami, żeby sprawdzić, czy potrafią z nich pewnie i skutecznie wyjść. I w takiej sytuacji wszystko jest, według nich, w porządku.

Co możemy zrobić, żeby do takich sytuacji nie dochodziło? Wbrew pozorom, wiele. Bo wszystko zaczyna się od nas samych.

1 KOMENTARZ

Skomentuj

Skomentuj
Wprowadź swoje imię