pokolenie Y

W przeciwieństwie do przedstawicieli generacji X, nie chcą zostawać w pracy po godzinach dla „dobra firmy”. Szef nie jest autorytetem jedynie ze względu na piastowane stanowisko, a praca wartością samą w sobie. Są jednakowo otwarci na technologiczne nowości, jak i inne kultury. Cenią wolność oraz indywidualizm. Pracodawcy mają z nimi poważny problem.

Kim są millenialsi?

W zależności od wybranego źródła urodzili się w latach 1984-1997 lub między 1980 a 2000 rokiem. Daty urodzenia mają jednak umowny charakter. Eksperci, kusząc się na wyodrębnianie różnic między  pokoleniami (poza wymienionymi istnieje jeszcze m.in. pokolenie powojennego wyżu demograficznego, pokolenie Z, zwane pokoleniem wirtualnego świata), wskazują na typowe zachowania w miejscu pracy, system wartości oraz preferencje związane ze sposobami spędzania wolnego czasu.

Można spekulować, czy wspomniane wyżej pokolenia są kategorią socjologiczną czy raczej publicystyczną. Zarówno dzisiejsi trzydziesto- jak dwudziestolatkowie są zróżnicowanymi grupami. Na forum Gazety Wyborczej, publikującej sporo tekstów poświęconych millenialsom, można znaleźć wiele głosów osób metrykalnie wpisujących się w generację X, których przekonania i postawy bliższe są pokoleniu Y.

Y-i w pracy

Faktem jest, że międzypokoleniowe zgrzyty skłaniają szefów korporacji do zatrudniania specjalistów ds. millenialsów. Część pracodawców utożsamia lojalność z nieodpłatnym wykonywaniem obowiązków poza godzinami pracy, przyzwyczaiła się do narzucania sztywnego dress code’u i możliwości grożenia pracownikom dwudziestoma chętnymi na jego miejsce. Y-i stanowią dla nich poważny problem. Są bowiem bardziej mobilne, elastyczne, nie boją się zmiany miejsca pracy. Ich szefów nieco zaskakuje fakt, że punkt 16:00 wyłączają komputer, a oni sami nie są autorytetami dla millenialsów, choć znajdują się wyżej w hierarchii firmy czy na drabinie społecznej, gdzie wysokość szczebli odmierza jedynie materialny kapitał.

-Ostatnio dzwoniłem do koleżanki po godzinach pracy. Nie odebrała telefonu. Następnego dnia rzuciła, że była w kinie. Nie oddzwoniła, bo seans skończył się dość późno. A przecież mogło chodzić o coś naprawdę istotnego – dziwi się Sławek, handlowiec w branży IT.

Ważniejsze być niż mieć

-Kiedy jestem w pracy, staram się jak najlepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków. Ale przecież nie będę pracować po godzinach, rezygnując z życiowych pasji czy spotkań z najbliższymi – przyznaje Hanna, niewiele od Sławka młodsza, pracująca na stanowisku administracyjnym.

Millenialsi nie dają się przekonać, że miarą sukcesu jest ilość nagromadzonych dóbr materialnych. Unikają brania kredytów i nie godzą się na rezygnację z życia osobistego. Widmo zaciągniętych pożyczek nie straszy ich więc utratą źródła dochodu. Ciekawie spędzony urlop, niosący spotkanie z nieznaną przyrodą czy kulturą, jawi im się jako bardziej istotny niż posiadanie dobrego auta czy zakup nowych mebli kuchennych. Inna sprawa, że w Polsce nie wszystkich na to stać. Mimo hurraoptymistycznej propagandy kolejnych rządów, rynek pracy nadal nie chce stać się rynkiem pracownika. Y-i jednak, w przeciwieństwie do X-ów, nie widzą powodów, aby przywiązywać się do firmy, która nie daje im choćby podstawowego poczucia bytowej stabilności.

Egoizm czy zdrowa postawa?

Zabawne jest słyszeć, jacy to jesteśmy aroganccy i samolubni od pokolenia, które wielokrotnie zwiększyło podziały klasowe, zniszczyło środowisko i doprowadziło gospodarkę do ruiny – napisała Agata Tomaszewska w liście do Gazety Wyborczej. Tekst pochodzi z 2013 roku i choć wizje autorki związane z odejściem w zapomnienie świata, w którym prezesi spółek zarabiają kilkaset razy więcej niż najniżsi rangą pracownicy, nie ziściły się, to pracownicy powoli przestają godzić się na dotychczasowe warunki pracy.

Jednak poszanowanie własnej osoby i reprezentowanych przez siebie wartości, przez X-ów bywa odczytywane jako roszczeniowość. Potrzebę jasnego określenia zakresu obowiązków i na bieżąco otrzymywanych feedbacków nazywają domaganiem się prowadzenia za rękę. Kolejnym zarzutem wobec millenialsów jest skłonność do stadnych zachowań. X-y określają siebie bowiem mianem samotnych wilków w dżungli rynku pracy. A przecież obecne stanowiska zawdzięczają często znajomościom lub rodzinnym koneksjom.

Tymczasem obie generacje mogłyby postawić na współpracę i wiele się od siebie nauczyć. X-y posiadają cenne doświadczenie. Y-i natomiast pokazują, że istnieje życie poza pracą, relacje z najbliższymi czy własne zainteresowania nie muszą stać niżej w hierarchii potrzeb niż posiadanie stałego źródła dochodu, zaś miarą człowieka nie jest zajmowany przez niego stołek. Ludzie z  pokolenie Y są bardziej otwarci. Potrafią znaleźć wspólny język zarówno z pracownikami podejmującymi zatrudnienie po raz pierwszy, jak i starszymi, odchodzącymi na emeryturę kolegami. Może więc nie taki diabeł straszny?

Skomentuj

Skomentuj
Wprowadź swoje imię